Moje jogowe CV

Przygodę z jogą rozpocząłem w 1978/9 roku od książeczki Aladara Koglara pt. 'Joga...' i coś tam, wydanej pod koniec lat 70-tych w Bratysławie, po słowacku i polsku. Niedługo potem wpadła mi w ręce 'Light on Yoga' Iyengara, jedyny w tym czasie egzemplarz w Polsce. Oczywiście natychmiast zrobiłem ksero, co graniczyło w tym czasie z cudem.
Potem był Sławek Bubic z. Wczesny, bo on był z Lublina (jak ja) i tu przyjechał z Indii, na początku lat 80-tych. A potem Gabriella Giubilaro, którą udało mi się po jakimś czasie 'sprzedać' na Słowację, do Czech i na Białoruś. Kilka lat wcześniej byłem pierwszym nauczycielem jogi Iyengara w tych krajach. A w 1989 był sam BKS Iyengar i jego syn Prashant w Punie, z którymi spotykałem się odtąd wielokrotnie. I tu dotykamy bardzo konkretnego dualizmu, na który nie zwraca uwagi większość iyenarowych joginów na świecie.
Iyengar ojciec (BKS) preferował selektywny, ale maksymalny wysiłek, podczas praktyki asan. Natomiast Iyenar syn (Prashant) - przeciwnie, bezwysiłkowe wykonywanie asan. Ciągle na jego zajęciach pojawiała się fraza 'do undoing', pracuj bez wysiłku (fizycznego).
To mnie zaintrygowało i po wielu, wielu latach ciągłej praktyki asan (i ćwiczeń oddechowych) wypracowałem obecną formę mojej jogi, pozornie dość różniącej się od jogi Iyengara, ale de facto silnie z nią powiązaną, przynajmniej bazowo.
Na tę zmianę, oprócz 'undoing' Prashanta, wpłynęły prace Rene Descartes'a i sir Isaac'a Newtona - o czym bardzo krótko - później.
W tzw. międzyczasie były praktyczne (i bardzo konkretne) spotkania z buddyzmem tybetańskim, chińskim, japońskim, koreańskim i tajlandskim - (wadżrajana, mahajana, therawada) oraz z praktykami hinduistycznymi. Osobny temat to spotkanie z technikami rozwoju Osho / Rajnesha.
W tym czasie zaliczyłem kilka długich i bardzo długich głodówek zupełnych. Doświadczyłem też bardzo ciężkiej kontuzji kolana, którą wyleczyłem samodzielną praktyką fizjoterapeutyczną.
Powrócę do Kartezjusza (1596-1650) i Newtona (1643-1727).
Żałuję, że ze względu na przesunięcie w czasie ich życiorysów, nie mogli oni się spotkać osobiście. Od Descartes'a (oprócz wielu bardziej subtelnych aspektów jego nauk) wziąłem proste odkrycie:
W przestrzeni działania sił mechanicznych na Ziemi (czyli w czasoprzestrzeni) występują tylko trzy płaszczyzny tych oddziaływań:

Wszystkie inne oddziaływania i stojące za nimi ruchy, są tylko kombinacjami tych trzech podstawowych,
Od Newtona wziąłem jego zasadę 'akcji i reakcji'. Nie chce mi się tego rozpisywać bardziej 'naukowo', ale w warunkach mniej więcej statycznych, siły występują ZAWSZE w parach, równych i przeciwnie do siebie skierowanych.
Zrozumienie i praktyczne zaobserwowanie tych dwóch praw w działaniu kompletnie zmieniło moją praktykę asan oraz w ogóle świadomą motorykę. Oraz zrozumienie podstaw świadomego oddechu....
Zdumiony jestem również, że całe rzesze teoretyków i praktyków sportu, fizjoterapeutów i hatha-joginów - nie są tego świadomi...

Leszek Mioduchowski, Listopad 2025s